czwartek, 4 czerwca 2009

Dobry dzień

Padam.
Zmachałam się i przestają działać moje osobiste 'dopalacze'.
Ciało osłabło, zaczęły mi się kółka przed oczami pojawiać.. takie jak kiedy wrzuci się kamyk do wody - kółka rozchodzące się promieniście..

Jakieś dwie godziny temu zaczęłam mieć kompletnie dość tego jak się czuję i że nie daję rady zrobić najprostszych rzeczy i że nawet przed w komputerze nic nie potrafiło mnie wciągnąć, żaden film, gra, czat.

(Jeny.. koncentracja też mi zaczyna teraz mocno siadać więc nie wiem na ile składnie piszę, ale już od zbyt dawna odkładam opis mego samopoczucia i powiedzenia rodzinie o tym jak to się ze mną dzieje na codzień. To nie ma być żadne żalenie się, tylko.. wyjaśnienie.)

Byłam już po dwóch paracetamolach ale głowa bolała dalej. Wypiłam kawę i wzięłam trzeci. Kofeina wzmacnia działanie paracetamolu. To połączenie poprawia też humor, kiedyś na mnie tak działało ale już od przynajmniej 10 lat tak nie jest.
Dodałam jeszcze Tramal. Tramal po mamie został. Sporo się nauczyłam o lekach zajmując się mamą. "Paracetamol i Tramadol to silne połączenie przeciwbólowe" - tak mówili lekarze. Na mój ból głowy też czasem pomaga, nie zawsze. Łyknęłam jeszcze takiego 'redbulla' z Biedronki - w tabletkach musujących. Zaczęło zaczynać działać. Super. Przyniosę w końcu szałwię od Ani z ostatniego pokoju, która zaczęła kwitnąć. Myślałam o tym już od paru dni ale.. wiem że to głupio zabrzmi, ale brakowało sił.

Troche przy okazji poprzestawiałam na tym moim parapecie.. wzruszyłam ziemię w doniczkach, jak dostawiłam szałwię wpadłam w zachwyt. Jedna roślinka (bujna) i parapet zaczął wyglądać jak łąka :)

Ślicznie rośnie też mięta. Bardzo cieszę się, że mi się udało ją uratować. Kiedyś opowiadałam mamie o tym co rośnie na dworze, co kwitnie, interesowała ją tylko mięta - czy żyje. Nie wiem skąd ta mięta.. była w skrzynce zagłuszona przez jakieś kwiaty i zielsko. Dopiero zimą w piwnicy przełożyłam ją do doniczki i zaczęła się rozwijać. Bardzo smaczna jest i pewnie zdrowa - herbata zielona z listkiem takiej mięty. Sama świeżość.

Potem wzięłam się za kuchnię. Zrobiłam na błysk. Znaczy.. na błysk to przesada. Zrobiłam to, co normalnie robi się codzień lub prawie.. pozmywałam naczynia, pościerałam z półek i ze stołu, cośtam jeszcze... odkurzyłam, umyłam podłogę.. ruszyłam z mopem dalej po korytarzach ale już zaczynały mi się nogi trząść i kręcić w głowie.. i wróciła moja codzienna słabość.


Dla mnie zrobienie czegoś pożytecznego to coś wspaniałego. Więkoszść z Was prawdopodobnie widzi we mnie zwykłego lenia, bałaganiarę itp. Trochę lenia pewnie we mnie jest i raczej nigdy nie zostanę pedantką, ale wcale nie lubię żyć w brudzie.. nie podoba mi się to że rosną stosy naczyń w zlewie i naokoło i.. sami wiecie jak tu wygląda. Znaczy.. szczerze mówiąc mam gdzieś, czy w ostatnim pokoju, zupełnie nieużywanym, jest bałagan i kurz na podłodze. Ale... no i kończy mi się koncentracja.. będę miała problem z dokończeniem tego posta.

Pamiętacie scenę z "Dnia świra", kiedy główny bohater na koniec dnia mówi do siebie ze zdziwieniem, żalem.. że to już koniec tego dnia, że już nic się nie wydarzy.. udeżyła mnie ta scena bo mam to samo codziennie wieczorem. Nie dość że przez cały dzień nie zdarzyło się nic przyjemnego, to jeszcze nie zrobiłam nic pożytecznego.. takiego, po czym człowiek zadowolony z siebie kładzie się spać. Myślę że dlatego mam problem z wczesnym chodzeniem spać. Zawsze czekam że coś miłego się wydarzy.. może jakiś miły sms albo że poczuję się dobrze i zrobię coś.. cokolwiek.. którąkolwiek z rzeczy które odkładam od dni, tygodni, nawet miesięcy.. czasem... żadko, zdarza się, że późnym wieczorem zaczynam czuć się lepiej. I zrobię coś. Wystawię parę aukcji, odkurzę pokój, przerzucę tishirty i odłożę część dla biednych. Zarwę wtedy noc, ale kładę się spać z tą satysfakcją.. to jest cudowne.

Był czas, że wlewałam codziennie w siebie te 'redbulle'. Dostawałam wtedy prawie zawsze zastrzyk energii, przynajmniej na pół godziny. Potem przestały działać na parę tygodni czy miesięcy.. potem znowu zaczęły i znowu zaczęłam je w siebie wlewać, wiedziałam że to prawdopodobnie za zdrowe nie jest, ale chciałam choć trochę iść do przodu z.. tymi różnymi rzeczami do zrobienia..

Ale parę tygodni temu byłam u psycholożki.. marna z niej pomoc była ale jak powiedziałam o tych dopalaczach i ile tego pije to na mnie nakrzyczała, że osatnio odkryli jak bardzo są szkodliwe.. i że niektóre z moich problemów.. już nie pamiętam o co chodziło wtedy, chyba o ciągłą senność - że to może przez to.

Ciężko jest się leczyć u lekarza, który mieszka w odległości 2000 km.
Byłby na miejscu - miałabym u niego psychoterapię, rady, lepsze dostosowywanie leków.. Już niedługo będzie to możliwe. Coprawda przyjmuje już tylko prywatnie, ale mam nadzieję jakoś dać radę czasem do niego zajrzeć.

Piszę ten post, żeby wytłumaczyć, że nie wlewam w siebie tych świństw i nie łykam kilogramów paracetamoli dla przyjemności, ale aby dać radę.. robić cokolwiek.
Po takim redbullu czasem czuję się pewnie jak pewnie większość z Was czuje się normalnie. Dziś chyba nawet przez te dwie godzinki moje samopoczucie wzrosło chyba nawet do wysokości pracowitości Ewy L. :) Widzisz, Ewa - ja mam możliwość funkcjonowania jak Ty, dopiero po różnych dziwnych trickach, które działają na krótko.

Normalnie jest.. no proszę sobie wyobrazić, że.. umarł Wam przyjaciel, z powodu podróży na pogrzeb na drugim końcu Polski nie przespaliście dwóch nocy, na miejscu pomagaliście przy organizacji pogrzebu, nieśliście trumnę.. po powrocie pomogliście babci w przestawieniu paru mebli od czego bolą Was coponiektóre stawy. Jesteście przybici, obolali, osłabieni. Podejrzewam, że ciężko byłoby Was zmusić do zmywania naczyń czy odkurzania dywanu. No i wyobraźcie sobie, że ja mam tak cały czas. Naprawdę próbuję się zmuszać. Trudno opisać czemu jest to takie trudne, ale spróbowałam.

Napisane o dwudziestej, ale data pewnie będzie późniejsza, chcę to jeszcze przeczytać.. jak przestanę się trząść.. Heh, a wiecie jak fajnie się myje naczynia gdy ręce się trzęsą? :D

To oczywiście.. taki zarys. Każdy dzień nie jest identyczny. Nie opisałam iluśtam dodatkowych symptomów uprzykrzających mi życie. Bywają też dni generalnie lepsze, staram się je wtedy pożytecznie wykorzystać. To... tyle. Pozdrawiam wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
web stats stat24 Aktualny PageRank strony oj-sabinka.blogspot.com/ dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
visite