wtorek, 28 lutego 2012

Bezsenność

Ta cała spirala to oczywiście lipa. Tamtego razu położyła mnie faktycznie na łopatki, ale następnym razem już nie zadziałała. Parę dni temu odkryłam zaś obecność w sieci przeróżnych hipnotycznych plików audio, mających usypiać. Nie wiem, ile mają one wspólnego z prawdziwą hipnozą, nie znam się na tym. Ale działają. Pierwszej nocy po wysłuchaniu dałam tylko radę zwalić słuchawki i zasnęłam cudownie zrelaksowana, jak od dawna nie byłam. Następnej nocy też zadziałało... ale potem coraz słabiej. Tej nocy zaczęłam przysypiać w trakcie tego 20-min audio, ale pod koniec się obudziłam. Spróbowałam z innym plikiem i sytuacja się powtórzyła. Dalsze próby to już by była tortura. Włączyłam tylko wyjątkowo delikatną muzykę relaksacyjną, przeleżałam trochę a o 6:30 gnana olbrzymim głodem pobiegłam do kuchni. Poprzedniej nocy też prawie nie spałam, zaczyna to być niepokojące.

Powiecie "Po co te kombinacje, wstawaj wcześnie rano, wieczorem padniesz". Ale u mnie to nie działa. I co ciekawe - im bardziej jestem niewyspana, tym trudniej jest mi zasnąć - pojawiają się kołatania serca itp.

No ale jeśli ktoś ma problem z zasypianiem, radzę spróbowania tych "hipnotycznych" plików.

sobota, 11 lutego 2012

Piękny ranek

Obudziłam się dziś dziwnie o 9:00. Przetarłam kilkukrotnie oczy, bo nie wierzyłam, toć to dla mnie środek nocy. Od dawna męczę się po nocach, nie mogąc zasnąć, pomimo ogromnego uczucia zmęczenia i senności - kiedy kładę głowę na poduszce i zamykam oczy, zaczyna mi kipieć pod czaszką. Tej nocy było podobnie. Zaczęłam oglądać filmy z muzyką relaksacyjną na youtube, próbując skoncentrować się na tych miłych dźwiękach i widoczkach. Pojawił się link do jakiegoś filmiku ze spiralą, ponoć to miało hipnotyzować. Pomyślałam, że może mnie to na tyle ogłupi, że zasnę. I zadziałało :) Nie wiem czy jako hipnoza, sen faktycznie interesujący miałam :)

Jak to się dzieje, że się budzę po 4-5 godzinach snu i czuję się w miarę wyspana, gdy normalnie 8 godzin mi nie wystarcza? Nie ważne, ważne że mi dobrze. A dziś wieczór znowu wypróbuję tą dziwną spiralę.

Tym bardziej, że obudziłam się w tak pięknym nastroju! Odkładałam sprawdzenie poczty, bo bałam się, że znowu jakiś niemiły list mi nastrój popsuje. Ale nie, wręcz przeciwnie. Znajoma z fb, która jest adwokatką, chce mi za darmo pomóc w pewnej przykrej sprawie biurokratycznej. Hurrra :) Miłego dzionka wszystkim!

piątek, 10 lutego 2012

Poprawa i nadzieje oraz nadzieje na poprawę

Poprawa

Trochę przerażająco to zdjęcie wygląda, co? Ale to tylko zwykłe, nieinwazyjne badanie EEG. Wykonuję od kilku lat w celu kontroli postępowania leczenia. I co? :) I w końcu wykazało znaczną poprawę :) Wcześniej perspektywy wyleczenia to było takie trochę gdybanie. Znaczy mówili, że wyzdrowieję, ale nie potrafili powiedzieć kiedy. Leczę się od kilku już lat i już zaczęłam tracić nadzieję. Tym bardziej, że po czterdziestce leczenie tego schorzenia staje się dużo trudniejsze. A tu? :) Tadaaaaaaaa :)

Badanie było zrobione we wrześniu i tak do końca nawet w tą poprawę nie wierzyłam. Ale od grudnia zauważyłam sporą poprawę samopoczucia, umiejętności umysłowych i zdolności kontroli emocji. Z fobią społeczną jest wciąż tak sobie, nie bardzo... ale pewnie i to sobie pójdzie. Nie to, żeby było już dobrze. Wciąż mam wiele problemów. I są góry i dołki. Ale pojawił się dość wyraźny trend rosnący :) To że zechciało mi się do bloga wrócić, to jeden z jego objawów.

Nadzieje

Po długich zmaganiach z własnymi problemami i biurokracją włoską, udało mi się złożyć w grudniu podanie o orzeczenie inwalidztwa. Taka niby smutna sprawa, ale lekarze mi to doradzali więc postanowiłam spróbować. Zdecydowałam się, gdy mi powiedziano, że w ten sposób zyskuję większą szansę na dobrą, odpowiednią dla mnie pracę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w sensie że moje podanie nie natrafi na jakiegoś nacjonalistę czy coś w tym stylu, powinnam dostać minimum 75% inwalidztwa. Na rentę nie liczyłam, jednak niedawno znajomemu z tym samym schorzeniem, przyznano 250€ miesięcznie. To nie jest dużo na te warunki, ale jednak to zawsze coś. Gdy się nie ma nic, jest to bardzo dużo.

Obecnie jem dzięki poznaniu ludzi z organizacji humanitarnej, zbierającej przeterminowujące się jedzenie z supermarketów. Czasem jest smaczne, ale czasem to śmierdzące już kurczaki lub spleśniałe warzywa. Fakt, że dzięki tej nieciekawej sytuacji, jadam czasem rarytasy, których w innej sytuacji pewnie bym nie spróbowała - jak królik nadziewany. Ale chleb np. rzadko widuję. Ciuchy mam połatane i prześwitujące... no te 250€ to byłby spory zastrzyk. Ale znowu ciocia znajomego, która miała parkinsona, dostała rentę dopiero po złożeniu "reklamacji" na odmowną decyzję w sprawie renty i sam proces trwał 5 lat.

Sprawa powinna się wyjaśnić za miesiąc lub dwa. Jeśli inwalidztwo dostanę, będę się starała przenieść do włosko-austriackiej prowincji Bolzano, bo Bari jest zbyt zwariowane, a poza tym trudniej tu o pracę. Nie wiem, jak to wyjdzie w praktyce. Próbowałam się dowiadywać po ludziach, którzy inwalidztwo dostali. Ale tutaj ludzie w mojej sytuacji są po prostu utrzymywani przez rodziców i o pracę się nie starają. Pewnie są jakieś wyjątki, ale nie udało mi się ich znaleźć.

Pozdrawiam, życzcie mi powodzenia.

 
web stats stat24 Aktualny PageRank strony oj-sabinka.blogspot.com/ dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
visite