
Poprawa
Trochę przerażająco to zdjęcie wygląda, co? Ale to tylko zwykłe, nieinwazyjne badanie EEG. Wykonuję od kilku lat w celu kontroli postępowania leczenia. I co? :) I w końcu wykazało znaczną poprawę :) Wcześniej perspektywy wyleczenia to było takie trochę gdybanie. Znaczy mówili, że wyzdrowieję, ale nie potrafili powiedzieć kiedy. Leczę się od kilku już lat i już zaczęłam tracić nadzieję. Tym bardziej, że po czterdziestce leczenie tego schorzenia staje się dużo trudniejsze. A tu? :) Tadaaaaaaaa :)
Badanie było zrobione we wrześniu i tak do końca nawet w tą poprawę nie wierzyłam. Ale od grudnia zauważyłam sporą poprawę samopoczucia, umiejętności umysłowych i zdolności kontroli emocji. Z fobią społeczną jest wciąż tak sobie, nie bardzo... ale pewnie i to sobie pójdzie. Nie to, żeby było już dobrze. Wciąż mam wiele problemów. I są góry i dołki. Ale pojawił się dość wyraźny trend rosnący :) To że zechciało mi się do bloga wrócić, to jeden z jego objawów.
Nadzieje
Po długich zmaganiach z własnymi problemami i biurokracją włoską, udało mi się złożyć w grudniu podanie o orzeczenie inwalidztwa. Taka niby smutna sprawa, ale lekarze mi to doradzali więc postanowiłam spróbować. Zdecydowałam się, gdy mi powiedziano, że w ten sposób zyskuję większą szansę na dobrą, odpowiednią dla mnie pracę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w sensie że moje podanie nie natrafi na jakiegoś nacjonalistę czy coś w tym stylu, powinnam dostać minimum 75% inwalidztwa. Na rentę nie liczyłam, jednak niedawno znajomemu z tym samym schorzeniem, przyznano 250€ miesięcznie. To nie jest dużo na te warunki, ale jednak to zawsze coś. Gdy się nie ma nic, jest to bardzo dużo.
Obecnie jem dzięki poznaniu ludzi z organizacji humanitarnej, zbierającej przeterminowujące się jedzenie z supermarketów. Czasem jest smaczne, ale czasem to śmierdzące już kurczaki lub spleśniałe warzywa. Fakt, że dzięki tej nieciekawej sytuacji, jadam czasem rarytasy, których w innej sytuacji pewnie bym nie spróbowała - jak królik nadziewany. Ale chleb np. rzadko widuję. Ciuchy mam połatane i prześwitujące... no te 250€ to byłby spory zastrzyk. Ale znowu ciocia znajomego, która miała parkinsona, dostała rentę dopiero po złożeniu "reklamacji" na odmowną decyzję w sprawie renty i sam proces trwał 5 lat.
Sprawa powinna się wyjaśnić za miesiąc lub dwa. Jeśli inwalidztwo dostanę, będę się starała przenieść do włosko-austriackiej prowincji Bolzano, bo Bari jest zbyt zwariowane, a poza tym trudniej tu o pracę. Nie wiem, jak to wyjdzie w praktyce. Próbowałam się dowiadywać po ludziach, którzy inwalidztwo dostali. Ale tutaj ludzie w mojej sytuacji są po prostu utrzymywani przez rodziców i o pracę się nie starają. Pewnie są jakieś wyjątki, ale nie udało mi się ich znaleźć.
Pozdrawiam, życzcie mi powodzenia.